| | |

Horror licealny – Piotr Zaremba o Szefie

Z wielką przyjemnością publikujemy kolejny już tekst Piotra Zaremby powstały po premierze Horroru Licealnego. Oryginał ukazał się na profilu Piotra Zaremby na Facebooku.

To finał moich wspominek ze spektaklu „Horror licealny” – ze zdjęciami Aleksandy Golan. Tekst napisałem ja, wystawił młodzieżowy Teatr Panopticum z Lublina. Mam wrażenie, że zadowoliliśmy głównie młodą publikę. To jest najbardziej miarodajny test.

Ale jest postać szczególnie zasłużona dla tego przedsięwzięcia, to Mieczysław Wojtas, sławny Szef – na zdjęciu ze mną. Kieruje Teatrem Panopticum od 38 lat. Ich siedzibą jest Dom Kultury pod Akacją w ślicznej kamiennicy na Starym Mieście.

Ja ich przedstawienia oglądam od roku 2016 – pierwszym był kabaretowy „Escape”, potem m.in. „Odlot” według Wyrypajewa, spektakle szekspirowskie (grane co roku po angielsku), ale też „Tryptyk Rzymski” według twórczości Jana Pawła II czy spektakl „Marsz Polonia” oparty na „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej. Jak widać rozrzut tematyczny i gatunkowy jest znaczny. A przecież wszystkie odznaczały się wyjątkową perfekcją wykonania.

Ten teatr wychował przez lata dziesiątki artystów, od Janusza Józefowicza po Oskara Rybaczka (tego ostatniego oglądałem jako licealistę w kilku spektaklach, a teraz zagrał jedną z głównych ról w „Wszystkich moich strachach”, filmie, który wygrał w zeszłorocznej Gdyni). Ostatnio byłem w Lublinie na premierze „Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” w Teatrze im Osterwy. Oglądaliśmy to razem z Mietkiem. W kuluarach po przedstawieniu co chwila spotykaliśmy jego wychowanków: grającą diabła Kamilę Janik czy grającą w zespole muzyki dawnej Agnieszkę Szwajgier. Dla nich on dalej jest Szefem. Ciekawe, dwójka aktorów z „Horroru” wybiera się w tym roku do szkół teatralnych. I rzadko kto z nich się nie dostaje. Zwykle spełniają swoje marzenia.
Ale dla Wojtasa równie ważni są też ci, którzy nie zostają aktorami, za to niosą w społeczeństwo kulturę teatralną. Ta ekipa tworzy jedną wielką rodzinę spotkającą się co najmniej raz w roku ponad podziałami pokoleniowymi. Bo oczywiście cechą teatru młodzieżowego jest płynność zespołu. Ale więzi pozostają. A poziom tego spektaklu pokazał mi, że poprzeczka wciąż jest wysoko. Przerwy covidowe nie wykończyły firmy pod nazwą Panopticum. Co roku odbywają się ambitne castingi dla nowych kandydatów. Lada chwila, jeszcze przed wakacjami, pokażą kolejne spektakle: szekspirowskie „Zachody miłości” czy przedstawienie „To idzie młodość” . Sam jestem ciekaw. Ten teatr to ważny element pejzażu kulturalnego Lublina.

Jako reżyser Mieczysław Wojtas umie ustawić zespół. Tu nie ma partactwa; młodzi aktorzy grają nie tylko w tych chwilach, kiedy wypowiadają swoje kwestie. Są pulsującym życiem, reagującym na siebie nawzajem teamem, tworzą spójną kompozycję. I mamy do czynienia nie tylko ze zbiorem scenek. Pomysły teatralne Wojtasa to budowanie na scenie metafor, także ruchem, wysyłanie sygnałów nie wprost, teatralne tricki na miarę zawodowców, smaczne popisy. Tak było w tym moim „Horrorze”, ileś sytuacji zbudował nie mój tekst, a reżyserskie pomysły Wojtasa.

Zarazem ileś pomysłów wyszło od nich samych. Bo w tym teatrze młody zespół to partnerzy Szefa. Sami decydują, co chcą grać i są kreatywni na scenie. Niektóre teksty, gagi, sytuacje wymyślili oni. No i jeszcze jedno: ten teatr wychowuje. Uczy smaku, ale też zespołowości i pokory. To niemniej ważne, jak przeżycia artystyczne.

A na dole fotka ekipy po premierze. Od lewej: Michał Bielawski (Dresiarz Hagrid), Aleksandra Mazurek (Magda Jaworkówna), Norbert Olejnik (dźwięk), Natalia Dyjak (Polonistka), Mieczysław Wojtas, ja, Piotr Tesarowicz (muzyka), Emil Janczak (Ksiądz Dyrektor), Mateusz Chomicz (Woźny Stakiel), Adam Pochodyła (Płoza), Sebastian Jóźwik (Tomek), Basia Stojek (Ewa). Brak Michała Niczyporuka (Bolej), musiał gdzieś biec. Każde z nich stworzyło malowniczą, sugestywną postać. Większość postaci to licealiści. Możliwe, że dwudziestoparoletni aktorzy zawodowi byliby sprawniejsi technicznie. Ale czy równie autentyczni?

Warto powtórzyć coś, co już napisałem: o muzyce Piotra Tesarowicza. Jego kapitalne klawesynowe dźwięki ustawiły nam Moliera! Jego poczucie humoru – Gałczyńskiego. A w finale pełna powaga i profeska przy Herbercie.

Mieczysław Wojtas, dzięki za wszystko, PRZYJACIELU. Panopticum, wielkie gratulacje!

Piotr Zaremba

Zdjęcia: Aleksandra Golan

Podobne wiadomości