Pozytywna recenzja spektaklu od autora sztuki to rzecz bezcenna. Dlatego chwalimy się i pozostawiamy ku pamięci recenzję Plamy na suficie autorstwa Piotra Zaremby.
W ostatnią niedzielę doznałem zaszczytu – napisany przeze mnie tekst horroru (względnie pastiszu horroru) pod tytułem „Plama na suficie” został zagrany w Warszawie w gościnnej siedzibie Teatru Scena Współczesna. Na zasadach rynkowych, mimo to trudno nie podziękować dyrektorowi Włodzimierz Kaczkowski i i menadżerce Julia Szczęsna.
Wystawiał „Plamę” lubelski młodzieżowy Teatr Panopticum. Wcześniej odbyła się premiera w Lublinie. Na warszawskiej widowni obok widzów z biletami siedzieli moi goście, i goście teatru, jak to zawsze na premierach. Panopticum ma w Polsce całą sieć znajomych, w tym wiele osób z aktorskimi lub reżyserskimi dyplomami, względnie studentów szkół aktorskich i artystycznych. Oni wszyscy przeszli przez ten teatr.
Tak nie ja, a Panopticum tak opisało tę sztukę. „Napisany przez niego scenariusz z myślą o Teatrze Panopticum, jest adaptacją teatralną jego własnej powieści pod tym samym tytułem, opowiadający sensacyjną historię tajemniczej willi na warszawskim Grochowie. Chwilami mroczna, napisana z dystansem i poczuciem humoru opowieść stała się świetnym materiałem literackim do przeniesienia na scenę. Spektakl porusza problemy różnic międzypokoleniowych, zmieniających się wartości z wątkiem sensacyjnym, który w efekcie prowadzi do zbrodni w niemal szekspirowskim stylu. Motywy sensacyjne potraktowane zostały z przymrużeniem oka, spięte w metaforyczny teatralny obraz”.
Dodajmy, doprowadziłem do niejednej zbrodni. Ale skoro wy o mnie, to teraz ja o was. Nie tylko czuję wdzięczność za to, żeście chcieli to przygotować i w tym grać. Może nie w pełni się dowiedzieliście, że nie tylko ja byłem zachwycony tym co pokazaliście. Na widowni takie znakomitości aktorskie jak Wojciech Solarz, Maciej Makowski, Przemek Stippa, Łukasz Matecki – Aktor. Konrad Żygadło, Piotr Kramer, Dorota Bzdyla, Mariusz Urbaniec, Felipe Orliński, Michał Kurek, reżyser Michał Zdunik i wielu innych.
Ileż ja się nasłuchałem po spektaklu komplementów na temat Waszych talentów i Waszej pomysłowości. Ja tylko mogę Wam to powtórzyć. Czasem słyszeliście to od nich sami.
Prawda, w kilku miejscach pozmienialiście tekst, dodaliście sporo od siebie. Ale parę Waszych inscenizacyjnych pomysłów dosłownie wbiło mnie w krzesło z podziwu. Jeszcze raz powtórzę: usłyszałem od innych, znających się na tym lepiej ode mnie, jak Wam lekko przychodzi dialogowanie i poruszanie się na scenie. Oczywiście kryje się za tym ciężka praca. Ale efekt jest leciutki jak pianka. Wysiłek zmienia się w pewność i w swobodę.
Ukłony dla reżyserki Kai Rowińskiej, skądinąd studentki pierwszego roku Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. No i dla postaci bez mała opatrznościowej: Mieczysław Wojtas, który kieruje Panopticum od 41 lat. I tym razem osobiście oświetlał nam scenę. A Piotr Tesarowicz zadbał o świetne tło muzyczne.
Na fotce zaraz po finałowych oklaskach, od lewej: Norbert Olejnik (Dębczak), Daniel Wrona (Stejmach), Szymon Kęcik (Warycha), Rafał Białek (Artur), Julia Zając (Maryla), Emilia Marzec (Wandzia), Marcell Żądło (Wagnerowicz), Emil Janczak (Osobnik), Kaja Rowińska (Monika, także reżyseria), ja i Mieczysław Wojtas.
Dzięki za utrwalanie spektaklu Adrian Krać. Na kolejnych fotkach: przyciąganie i odpychanie: Wandzia i Artur; chochliki: Artur i Warycha; Wandzia i starcy: Wagnerowicz, Dębczak, Stejmach; Wandzia i Artur jako Arlekin i Kolombina; pod spodem starcy w rozmowie z niepokojącym Osobnikiem (czyja to maska?)
Pozdrawiam Was serdecznie Teatr Panopticum. Udanych kolejnych występów!